Po trzech latach wracam do pracy z trenerem!

        Trzy lata temu zdecydowałem się zakończyć współpracę z ówczesnym trenerem. To właśnie wtedy podjąłem bardzo ważną decyzję o trenowaniu siebie samego. Przed sobą miałem bardzo trudne zadanie, uratowania kariery zawodnika, przez wielu uznanego za wyeksploatowanego i bez perspektyw na odbudowę. Dzięki ciężkiej pracy na obu frontach w przeciągu wspomnianego czasu udało mi się wywalczyć kilka tytułów mistrza Polski oraz przede wszystkim poprawić rekordy życiowe! Mimo wszystko niedawno postanowiłem po raz ostatni nawiązać współpracę z trenerem…

 

 

 

        Mimo wciąż młodego wieku, w 2016 roku przez wielu trenerów jak i zawodników, zostałem uznany za skończonego zawodnika. Miałem za sobą trudny czas rekonwalescencji po kontuzji oraz nieudanej walki o powrót do szybkiego biegania. Moje wyniki znacznie odbiegały od tego co biegałem wcześniej. Na nic zdawały się kolejne obozy, trening nie działał i nie dawał żadnych pozytywnych efektów. Podjęcie współpracy z kolejnym trenerem nie miało sensu. Pomijając fakt, iż mało kto chce pracować z zawodnikiem uznanym za wyeksploatowanego, stwierdziłem że nikt nie poświęci mi tyle uwagi ile na tym etapie kariery po prostu potrzebowałem.

 

 

        Decyzja o przejęciu roli trenera wcale nie była taka trudna. Przez bardzo długi czas swojej kariery trenowałem ,,na kartkę”, często nie widząc się z trenerem przez długie tygodnie lub nawet miesiące. Nauczyłem się obserwować siebie oraz czuć trening. Trenując samemu często musiałem podejmować decyzje w trakcie treningu, nie mając możliwości konsultacji z trenerem. Duży wpływ na moją decyzję miał również okres między listopadem 2015 a marcem 2016. To właśnie wtedy , po zakończeniu leczenia ponad rocznej kontuzji gęsiej stopki, pierwszy raz przygotowywałem siebie samego do sezonu. Wyszło bardzo dobrze ponieważ po zaledwie czterech miesiącach treningu zdobyłem tytuł mistrza Polski w biegach przełajowych na 10km. Miesiąc później nabiegałem na 10km około 29’35”. Uznałem ,że wprowadziłem się w sezon wystarczająco i wróciłem do współpracy z trenerem. Niestety ta decyzja okazała się bardzo niefortunna. Momentalnie zostałem wrzucony w stary rytm treningowy ,którego mój organizm po prostu nie był w stanie wytrzymać. Wyniki sportowe ulegały stałemu pogorszeniu i do końca sezonu biegałem już tylko coraz wolniej. Ten okres utwierdził  mnie w przekonaniu ,że jestem w stanie kierować dalej swoim rozwojem oraz dodał pewności siebie.

 

 

        W czerwcu 2016 roku zacząłem oficjalnie być swoim trenerem. Ostatnie dwa maratony najlepiej obrazują miejsce, w którym się wtedy znajdowałem…  W kwietniu w Warszawie przebiegłem maraton w 2.19’23”. Jeszcze gorzej było pół roku wcześniej podczas maratonu we Frankfurcie, gdzie stanąłem na 25 kilometrze trasy z powodu braku energii biegnąc na przeciętny wynik. Moja forma znajdowała się w opłakanym stanie. Moim pierwszym celem było odbudowanie swojego organizmu poprzez trening akumulacyjny, dopasowany do moich aktualnych potrzeb. Po pół roku treningu byłem gotowy do podjęcia ciężkiego treningu. Dopiero w tym momencie zacząłem myśleć o biciu życiówek i zrobieniu kroku do przodu. 

 

 

        W pewnym momencie swojej kariery zaczynałem myśleć ,że być może już nie doświadczę radości z pobicia kolejnego rekordu życiowego. Tymczasem prowadząc siebie przypomniałem sobie jakie to fantastyczne uczucie. Pierwszym rekord życiowy pobiłem po zaledwie dziesięciu miesiącach na dystansie 10km podczas Biegu Europejskiego w Gnieźnie w 2017 roku. Nabiegałem wtedy 28’55”, wynik o prawie pół minuty lepszy od poprzedniego rekordu życiowego. Kolejną życiówkę poprawiłem w lutym 2018 na dystansie półmaratonu. W Weronie pobiegłem w samotnym biegu 1.03’17”. W bieżącym roku, również w lutym, wyrównałem z kolei swoją życiówkę na dystansie 5km, biegnąc w Armagh w Irlandii Północnej 14’04”. Jedynym dystansem ,na którym nie udało mi się uzyskać progresu pozostał maraton… W 2017 roku w Ottawie byłem w odpowiedniej dyspozycji aby osiągnąć ten cel, warunki pogodowe niestety przekreśliły moje nadzieje. Oprócz ciekawych wyników udało mi się sięgnąć po kilka cennych tytułów:

- 2 x Mistrzostwo Świata Wojskowych w maratonie – Turyn 2016 / Ottawa 2017

- 3x Mistrzostwo Polski w biegach przełajowych – Iława 2015 / Jelenia Góra 2017 / Olszyna 2019

- Mistrzostwo Polski w półmaratonie – Piła 2017

- Mistrzostwo Polski w biegu na 10 000m – Rybnik 2017

 

 

        Decyzję o zmianie trenera podjąłem z kilku powodów. Pierwszym z nich była porażka podczas tegorocznego Orlen Warsaw Marathon. Zimą tego roku po prostu powiedziałem sobie ,że jeśli nie pobiegnę wyniku przynajmniej na poziomie 2.12 to po raz ostatni spróbuję współpracy z trenerem. Po głowie chodziło mi tylko jedno nazwisko, gdyby ten trener odmówił to w dalszym ciągu prowadziłbym siebie samego. Do Orlen Warsaw Marathon udało mi się przygotować bardzo dobrą dyspozycję i wydawało się ,że osiągnięcie określonego wyniku nie powinno być problemem. Z niewiadomych dla mnie przyczyn stało się jednak inaczej. Nie bez powodu mówi się ,że maraton uczy pokory. Najprawdopodobniej wariackie tempo na pierwszej połówce spowodowało ,że w pewnym momencie organizm się zbuntował. Było to dla mnie bardzo zaskakujące bo do 20km biegłem w niespotykanym dotąd komforcie. Zdaję sobie sprawę ,że wielu z Was zanim napotka ścianę ma dokładnie takie same odczucia dlatego też przestrzegam przed szukaniem analogii. Większość maratończyków rozpoczyna maraton biegnąc na poziomie progu tlenowego lub w niewielkim stopniu go przekraczając. Z kolei maratończyk biegnący na wynik w granicach 2.09’ rozpoczyna bieg w tempie mocno zbliżonym do progu beztlenowego. Reasumując, skoro powiedziało się A to trzeba było powiedzieć również B...

 

 

        Kolejnym powodem były narodziny syna, któremu chcę po prostu poświęcać więcej czasu. Praca nad swoim planem treningowym jest zadaniem ciężkim oraz przede wszystkim czasochłonnym. Zawodnik prowadzący siebie samego cały czas analizuje i myśli co mógłbym zrobić lepiej, co poprawić. Rozpiska treningu otrzymana od trenera to ogromna wygoda. Przez ten długi czas zapomniałem jak duże to ułatwienie. Dzisiaj nie muszę analizować tak skrupulatnie realizowanego treningu oraz swojego samopoczucia. Zaglądam w kartkę przed treningiem, zakładam ASICS’y i lecę robić to co mam w planie.

 

 

        Nie bez znaczenia jest również częściowe zrzucenie odpowiedzialności za wynik na kogoś innego. Plan to jedno a drugie to jego realizacja oraz dbanie o odpowiednią regenerację oraz odpoczynek. Mimo wszystko presja jest mniejsza a to oznacza spokojniejszą głowę.

 

 

        Zdecydowałem się na współpracę z trenerem Ryszardem Marczakiem, który trenował między innymi Jana Huruka, a obecnie pozostaje trenerem Błażeja Brzezińskiego. To właśnie sukcesy kolegi z grupy sprawiły ,że zwróciłem uwagę na pana Ryszarda. Trener Marczak jest maratończykiem z rekordem 2.12’44”, co w 1982 roku było ogromnym osiągnięciem. Stał za sukcesami wielu polskich maratończyków. Współpracę z trenerem rozpocząłem od połowy czerwca, wraz ze wznowieniem treningu po krótkim roztrenowaniu. Celem jest uzyskanie kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Pierwszym startem docelowym będzie maraton podczas Wojskowych Igrzysk Sportowych w Chinach.

 

 

        Już pierwszy miesiąc współpracy z trenerem Marczakiem pokazał ,że czeka mnie dużo biegania i dużo pracy. Trzymajcie kciuki aby zdrowie cały czas dopisywało!